Powiedziałbym, że to bardziej jak włóczęga z przyjacielem niż z przewodnikiem. Jinny i ja odwiedziłyśmy różnorodne miejsca, zarówno te słynne, jak i te mniej znane, co ma sens, bo te popularne można zwiedzić samemu. Na wycieczkę przyszłam zmęczona, bez oczekiwań, chciałam po prostu jak najlepiej wykorzystać mój jednodniowy postój i to było idealne. Degustowałyśmy banany, karmiłyśmy kaczki, robiłyśmy zdjęcia na środku torów kolejowych i jadłyśmy Bun Cha! To była świetna zabawa! Jeśli przyjeżdżasz do Wietnamu sam, to jest to obowiązkowe doświadczenie, jeśli chcesz czegoś wyjątkowego i chcesz mieć kontrolę nad swoim czasem. Spóźniłam się nawet 30 minut, bo zameldowałam się wcześniej w moim zakwaterowaniu, a Jinny i tak była cierpliwa. Dziękuję również Robinowi, organizatorowi, który uwzględnił moją prośbę o wycieczkę, mimo że była to rezerwacja w ostatniej chwili (zarezerwowałam około 22:00 dzień wcześniej i wybrałam wycieczkę o 8:00 rano).