To było około 10 minut od Starego Miasta i hotelu, w którym się zatrzymałem. Pomyślałem, że „White Rose” to nazwa specjalności Hoi An, a obok znajdowała się słynna restauracja o tej nazwie. Postanowiłem tam pójść po zabiegu. A teraz o samym zabiegu. To był mój drugi masaż i SPA w Hoi An. Tutaj, przed zabiegiem, wybierało się zapach – różę lub lawendę – oraz decydowało, czy użyć maści tygrysiej. Wypełniliśmy formularz, coś w rodzaju karty wywiadu, gdzie zaznaczało się na rysunku ciała preferowaną intensywność (3 poziomy), miejsca, na których należy się skupić, i te, których nie. Ponieważ poszliśmy jako para, zostaliśmy zaprowadzeni do tego samego pokoju. 60-minutowy masaż był solidny i bardzo relaksujący. Nie ustępował innym miejscom w tej samej cenie przed zniżką. Wiele zależy od osoby wykonującej masaż. Mnie osobiście to miejsce bardzo się podobało. Lubię techniki masażu przypominające rozciąganie, z naciskiem na pchanie i ciągnięcie. Mój partner stwierdził, że u niego nie było tego tak dużo. Na koniec w lobby podano nam herbatę lotosową i arbuza, a potem znowu White Rose w sąsiedniej restauracji. Oczywiście rachunki były oddzielne. Było wspaniale.