Plan podróży:
Dzień 1: Zbiórka – Wielki Rów Wschodnioafrykański – Obóz – Masai Mara – Obóz
Dzień 2: Śniadanie – Masai Mara – Obóz
Dzień 3: Śniadanie – Wioska Masajów – Powrót do miejsca zbiórki
Podsumowując, harmonogram podróży, który otrzymaliśmy od sprzedawcy po dokonaniu płatności e-mailem, był taki sam jak na stronie Klook. Jednak to, co napisałem powyżej, to ostateczny plan, który różnił się od pierwotnego! Dobrze, że miałem ze sobą dodatkowe pieniądze, bo inaczej bym się wściekł.😌
Wielki Rów Wschodnioafrykański nie oferuje zbyt wielu atrakcji, jest tam wielu turystów. Kierowca powiedział, żebyśmy zostali 15 minut i ruszyli dalej, ale tak naprawdę 10 minut wystarczyło na zrobienie zdjęć i odjazd.
Około 15:30 dotarliśmy do obozu, zostawiliśmy rzeczy, zjedliśmy lunch, odpoczęliśmy i zebraliśmy się, aby wyruszyć do Masai Mara. Dotarliśmy tam około 16:30, zrobiliśmy zdjęcie przy bramie, zapłaciliśmy i wjechaliśmy.
Ponieważ mieliśmy tylko dwie godziny, oglądaliśmy zwierzęta przy bramie. Większość z nich to zwierzęta roślinożerne. Mieliśmy też szczęście zobaczyć geparda, o którym mówi się, że jest trudny do zauważenia. Nie wiem, w końcu widzieliśmy go już pierwszego dnia!
Pojechaliśmy dalej, podziwialiśmy zachód słońca i opuściliśmy park około 19:00.
Wracając do obozu, zjedliśmy kolację i odpoczęliśmy. Podróż z obozu do Masai Mara zajmuje około 10 minut. Po opłaceniu wstępu przy bramie ruszyliśmy dalej. Tym razem wjechaliśmy bardzo głęboko. Kevin naprawdę się postarał, abyśmy zobaczyli zwierzęta, które chcieliśmy, i świetnie manewrował, abyśmy mieli najlepsze widoki – naprawdę super! Na lunch mieliśmy suchy prowiant, bardzo obfity, ale mieliśmy czterech muzułmańskich członków grupy, a chleb zawierał wieprzowinę, co ich bardzo zmartwiło. Po południu zabrano nas, aby zobaczyć drapieżne zwierzęta w rzece. Czy to byli uzbrojeni żołnierze? Zaprowadzili nas nad rzekę, abyśmy pieszo oglądali zwierzęta, co trwało około 15 minut.
Następnie wróciliśmy do samochodu, aby szukać zwierząt. Widzieliśmy mnóstwo lwów, żyraf i słoni. Cała podróż była bardzo przyjemna. Około 17:00 mieliśmy przekroczyć rzekę, i wtedy zaczęły się kłopoty. Samochód utknął w rzece, więc wysiedliśmy, aby kierowca i pracownik, który przyjechał z nami z obozu, mogli się tym zająć. Trwało to bardzo długo i nie mogli sobie poradzić. W końcu trzy inne samochody pomogły nam, i wreszcie wydostaliśmy się z rzeki. Samochód był uszkodzony i poruszał się z prędkością 10 km/h, co jakiś czas gasnąc.🤣 Jednak w tym wolnym tempie mogliśmy dobrze szukać zwierząt! Ale chyba kierowca był już wyczerpany, w końcu zadzwonił po inny samochód na wymianę i odjechaliśmy, nie oglądając już zwierząt. Cóż, to też było jakieś doświadczenie!😆
Ostatniego dnia odwiedziliśmy wioskę Masajów. Muszę powiedzieć, że w moim harmonogramie podróży nie było o tym mowy. Wcześniej sprawdzałem w internecie, że nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia, a pobierają dużo pieniędzy. Ale członkowie grupy chyba nie wiedzieli, że trzeba płacić, więc kiedy dotarliśmy i Masajowie powiedzieli, że wejście jest płatne, widać było ich zdziwienie.🙄 Ktoś zapytał, czy można się targować, i w końcu weszliśmy za niższą cenę. Tak jak mówiono w internecie: powitalne śpiewy – zdjęcia – zwiedzanie domów – rozpalanie ognia drewnem – przymusowa sprzedaż – koniec.
Ach! Są bardzo dobrzy w sprzedawaniu rzeczy, ale ja nie jestem dobry w targowaniu się, więc potraktowałem to jako wsparcie! W końcu udało się wynegocjować cenę biletu, chociaż to nie była moja zasługa.🤣
Następnie wróciliśmy prosto do miejsca zbiórki, po drodze zatrzymując się na stacji benzynowej. Nie jedliśmy lunchu.