Chociaż moja jednodniowa wycieczka do Wuzhen była krótka, to spacerując od rana do wieczora po Dongzha i Xizha, poczułem wyjątkową atmosferę wodnego miasteczka Jiangnan. Za dnia było to miasteczko spowite mgłą i deszczem, a nocą rozświetlone światłami. Ta sama rzeka, te same dachy, prezentowały zupełnie inne krajobrazy o różnych porach.
Zacząłem rano od Dongzha. Dongzha zachowało bardziej pierwotne poczucie życia, z wąskimi uliczkami starego miasta, gdzie suszyły się ubrania, a domy ozdobione były kupletami. Pod stopami miałem wygładzone przez lata kamienne płyty. Spacerując wzdłuż rzeki, po jednej stronie widziałem domy z białymi ścianami i ciemnymi dachami, a po drugiej powoli płynącą wodę. Latarnie zwisające od czasu do czasu z okapów sprawiały, że widok ożywał niczym stare fotografie. Odwiedzając różne małe muzea, takie jak te poświęcone tkaninom indygo czy browarnictwu, można było zobaczyć narzędzia i procesy tradycyjnego rzemiosła, a także lepiej zrozumieć, że „starożytne miasteczko” to nie tylko tło do zdjęć, ale prawdziwy sposób życia, który kiedyś istniał.
Po południu przeniosłem się do Xizha, gdzie atmosfera była wyraźnie inna. Ulice Xizha były szersze, a planowanie bardziej kompleksowe. Pensjonaty, kawiarnie i małe sklepy z artykułami kulturalnymi i kreatywnymi następowały jeden po drugim. W porównaniu do Dongzha, Xizha miało bardziej wakacyjny charakter. Specjalnie wybrałem się na przejażdżkę łodzią wiosłową, powoli płynąc wzdłuż kanału aż do końca Xizha. Siedząc w łodzi i patrząc na boki, widziałem mijające powoli zajazdy nad rzeką, drewniane okna i kamienne mosty, czując się, jakbym sam stał się częścią tego tuszowego obrazu. Pływanie łodzią pozwalało lepiej poczuć prawdziwe znaczenie słów „wodne miasteczko” niż chodzenie pieszo. W drodze powrotnej, idąc wzdłuż wody, widziałem wiele zajazdów zbudowanych nad rzeką, z których drewniane okna otwierały się na widok rzeki.
Specjalnie ustawiłem się w kolejce, aby kupić bardzo słynne lokalne placki z rzodkiewką. Przed małym sklepikiem stała długa kolejka, a w powietrzu unosił się zapach smażonego ciasta i rzodkiewki. Kiedy nadeszła moja kolej, odebrałem świeżo usmażony, jeszcze ciepły placek z rzodkiewką. Jeden kęs – skórka chrupiąca, a środek słony i soczysty. Stojąc na kamiennej ulicy starego miasteczka, czując wieczorny wiatr i jedząc gorącą przekąskę, poczułem większą satysfakcję niż z jakiegokolwiek formalnego posiłku. Stało się to jednym z moich najbardziej „ludzkich” wspomnień z Wuzhen.
Po zmroku, nocny widok Xizha był kulminacją całej podróży. Niebo powoli ciemniało, a latarnie nad rzeką i światła konturowe budynków zapalały się jeden po drugim, odbijając się w wodzie i rozświetlając całą rzekę. Przybyło więcej turystów, ale w niektórych cichszych zakątkach nadal można było znaleźć uliczkę, gdzie byłem tylko ja i szum wody.
Ta jednodniowa wycieczka do Dongzha i Xizha, choć nieco intensywna i wiele miejsc widziałem tylko przelotnie, przyniosła wiele korzyści. Dongzha pokazało mi bardziej „autentyczne” ślady życia, pozwalając wyobrazić sobie codzienne życie mieszkańców, którzy prali, suszyli i rozmawiali. Xizha natomiast było jak scena przygotowana dla współczesnych podróżników, z miasteczkiem urządzonym wygodniej, bardziej fotogenicznie i lepiej nadającym się do dłuższego pobytu. Połączenie tych dwóch stylów dało mi bardziej trójwymiarowe wrażenie „wodnego miasteczka”.
W drodze powrotnej, wspominając kamienne ulice za dnia i światła odbijające się w rzece nocą, pomyślałem, że wartość podróży może nie polega na tym, „ile miejsc się odwiedziło”, ale na tym, czy w pewnym momencie naprawdę zwolniło się tempo i uważnie spojrzało na otaczający krajobraz. Wuzhen dało mi właśnie taką szansę na chwilowe naciśnięcie przycisku pauzy w szybkim tempie życia.
Zobacz więcej