Chcę od razu ostrzec wszystkich, którzy myśleli, że na jachcie będzie smaczne jedzenie: ja też tak myślałam. W rzeczywistości: restauracja nazywa się „Jacht” i z jachtem ma wspólne tylko położenie przy molo. Całe jedzenie jest przygotowane technologicznie poprawnie, czyli nie ma się co obawiać zatrucia, ale jest absolutnie bez smaku, od dań głównych po desery. Nie wiem, w czym problem, bo nieprzyprawione krewetki i niesłodkie desery są wykonane technicznie idealnie, ale mimo doskonałej tekstury w żadnym z dań nie znajdziecie smaku. Atmosfera jest naprawdę niesamowita: śpiewacy z mocnymi głosami, świetny DJ, miejsce, które sprzętem i wystrojem pretenduje do miana topowego na imprezy, ale! to jest bufet, ludzie! Bufet, który żyje dzięki grupom turystów, których przywożą tu autobusami. Nie wiem, w czym tkwi ich problem, w lokalizacji czy sezonowości, ale radzę zacząć pić od razu po przybyciu, żeby bezsmakowe dania nie zepsuły wieczoru. Było wesoło, dziękuję!